J. D. OVERDRIVE Interview with Wojtek "Suseł" Kałuża for Magazyn Kofinalny 06.2011
Witajcie. Czy mógłbym prosić na wstępie o kilka słów na temat samego J. D. Overdrive tak, aby osoby, które nie spotkały się wcześniej z Waszą muzyką dowiedziały się, kim jesteście i z czym Wasze granie się popija?
Witka! Najłatwiej nas chyba opisać jako gromadę pijaków ze Śląska, którym ubzdurało się, że po włożeniu kowbojskich kapeluszy zamieniają się w brudnych, spoconych rednecków z amerykańskiego południa, którzy muzę stonerową wyssali z mlekiem matki. A tak naprawdę jesteśmy po prostu skromnymi imitatorami stylu takich tuzów jak Down czy Black Label Society. Tyle, że z polskim rodowodem. (śmiech)
Swoją drogą ciekawi mnie, co oznaczają dwie pierwsze litery nazwy Waszego zespołu?
Cóż, trzeba by tu wpierw wyjaśnić, że kiedyś nazywaliśmy się Jack Daniels Overdrive. Wydaliśmy nawet pod tym szyldem debiutancką EPkę. Niestety, po pisemnym upomnieniu ze strony producenta bursztynowego trunku, zostaliśmy zmuszeni do zmiany niefortunnej nazwy. Po namyśle zdecydowaliśmy się nie kombinować zbytnio i zostawić po prostu literki J i D. W ten sposób zrobiła się nam taka trochę luźna interpretacja - jedni widzą w tym skrócie naszą starą nazwę, inni doszukują się głębszego dna. Spieszę donieść, że takowego nie ma, hehe.
Za kilka dni ukaże się Wasze debiutancka płyta Sex, Whiskey & Southern Blood. Jak wyglądała sesja nagraniowa? Gdzie rejestrowaliście ten materiał, jak długo trwał ten proces i z kim współpracowaliście?
Płytę nagrywaliśmy cholernie długo, bo około roku. Złożył się na to szereg mało sympatycznych okoliczności, w tym dość długa i bolesna kontuzja nadgarstka naszego gitarzysty oraz problemy z naszym basistą, który nie dysponował taką ilością wolnego czasu, jaką by chciał. A był to dość istotny aspekt, bo zarówno bas jak i gitary były nagrywane u Pea na jego domowym sprzęcie. Pewnie, dzięki temu zaoszczędziliśmy w cholerę pieniędzy, a Peo jest świetnym realizatorem, ale czasowo niestety wyszło nas to o wiele dłużej niż pierwotnie zakładaliśmy. Bębny i wokale nagrywaliśmy z kolei w S-tone Studio w Sosnowcu. Wiąże się z tym o tyle śmieszna historia, że w tym samym studio i z tym samym realizatorem Piotr Kupicha nagrywał wokale na pierwszą płytę Feela. Bardzo starałem się, żeby pozytywne fluidy rzeczonego zespołu nie przelały się na naszą twórczość, dlatego na każdą sesję nagraniową targałem ze sobą kilka browarów. Chyba podziałało....
Wasz wydawca Metal Mind Productions zagwarantuje zapewne, że krążek będzie bez trudu dostępny na terenie całej Polski. W jakim zakresie współpracujecie z tym labetem?
Metal Mind faktycznie postarał się, żeby płyta była dostępna wszędzie, a nie tylko spod lady czy poprzez Internet. Będzie ją można kupić w Empikach, Saturnach, w Biedronce już chyba nie... Mamy również dystrybucję za granicą, co dalej wprawia nas w zdumienie. Wytwórnia radzi sobie też całkiem nieźle z promowaniem naszej przaśnej gromady, chociaż ostatecznie i tak muzyka będzie musiała się sama obronić mamy póki co podpisany kontrakt na jedną płytę i jeśli będzie ona komercyjną klęską, z następną będziemy już pewnie musieli pukać do innych drzwi. Ale to akurat zrozumiałe- biznes is biznes...
Jakie nadzieje i oczekiwania wiążecie z Sex, Whiskey & Southern Blood? W jaki sposób zamierzacie promować to wydawnictwo?
Hehe, oczekujemy pierwszego miejsca na liście przebojów RMFu i zaproszenia do współpracy przez Dodę, nie będzie nawet musiała śpiewać... A tak poważnie, chcemy tą płytą pokazać, że i w Polsce nie brakuje kapel, które potrafią przekonująco grać w typowo zagraniczny sposób. Czy tak faktycznie jest, ocenią słuchacze. W kwestii promocji natomiast na pewno będziemy chcieli pograć jakieś koncerty poza własnym podwórkiem, odwiedzić parę dużych miast. Planujemy też jakiś mały merch, koszulki i tego typu badziewia - wiesz, chcemy pokazać, że my tą zabawę w zespół rockowy traktujemy jak najbardziej na serio.
Jakie są Wasze muzyczne inspiracje?
Cóż, nikogo chyba nie zdziwią takie nazwy jak Down czy Black Label Society, do których zresztą dość często jesteśmy porównywani. Nam to jednak nie przeszkadza (wręcz cieszy) i absolutnie się tego nie wypieramy - tak, słuchamy takiej muzyki i na pewno w jakimś stopniu się na niej wzorujemy, tylko idiota wypierałby się tak oczywistych inspiracji. Ale nie oznacza to, że słuchamy tylko jednego gatunku czy stylu muzycznego. Stempel np. jest wielkim fanem Dream Theater (których ja z kolei nie dzierżę...) i wiem, że co pewien czas stara się niezauważenie wpleść niektóre elementy ich twórczości do naszego grania. To są naprawdę mikroskopijne szczegóły, ale fakt, że mamy w repertuarze takie rzeczy jak np. dość rozbudowane Guilt & Redemption czy Demonize wynika właśnie z tego, że każdy z nas ma jakieś tam swoje koniki muzyczne, z których czerpie właściwe dla siebie inspiracje. Ja sam słucham wielu różnych kapel, z których czasami udaje mi się pożyczyć coś, co według mnie pasuje do JDO. A z rzeczy zbliżonych muzyce, którą gramy, ubóstwiam Monster Magnet i Alabama Thunderpussy płyta Fulton Hill tych ostatnich to dla mnie wręcz niedościgniony wzór.
Jakie macie plany koncertowe na 2011 rok?
W czerwcu gramy wraz z Luxtorpedą jako support przed Corrosion of Conformity, chcielibyśmy też zagrać dwa, trzy koncerty w większych miastach. No i oczywiście czeka nas jeszcze release party z okazji wydania płyty, będzie to miało miejsce 10 czerwca w Katowicach w klubie Kultowa, gdzie zagrają z nami dwa świetne zespoły - łódzki Death Denied i tyski Downsideup. Natomiast zaraz po wakacjach chcielibyśmy ruszyć już w jakąś konkretną trasę, zwiedzić trochę kraju, może pokombinować też coś za granicą. Czas pokaże...
Dzięki za udzielone odpowiedzi!
Dzięki za wywiad i oby do następnego razu!
|