J. D. OVERDRIVE Interview for Metal Hammer Magazine 05.2011
Co ma wspólnego suseł ze stemplem? Że niby suseł może przybić stempla? Nie... To świstak zawijał sreberka... A Suseł i Stempel to dwaj panowie odpowiedzialni za brzmienie i generalnie całokształt nowej płyty J.D. Overdrive. Jeśli lubicie Black Label Society, Godsmack a nawet Alice In Chains - ta płyta jest dla Was. Przed Wami wspomniani już wyżej Świstak i Sreberko. Ups... to znaczy Stempel i Suseł.
MH: Doczekaliście się w końcu debiutanckiej płyty... Fajna sprawa tym bardziej, że zespół prężnie działa od dawna i ma na koncie występy obok takich gwiazd jak Down czy BLS...
Suseł: To chyba najwyższy czas na pełnoprawny debiut. Naszą poprzednią płytkę, 'Pure Concentrated Evil' nagraliśmy w 2008 roku, więc już jakiś czas temu. W międzyczasie udało nam się napisać trochę więcej materiału, zmienić perkusistę i basistę, no i przede wszystkim wystąpić przed Downem i Black Label Society - fakt, że spotkał nas taki zaszczyt, i to dwukrotnie, do dziś wprawia nas w zdumienie. Wydaje mi się jednak, że z obu batalii wyszliśmy z tarczą, więc kwestia płyty była już tylko formalnością - musiała się ukazać właśnie teraz.
MH: A jakie doświadczenia wynieśliście stojąc na scenie obok np takiego Zakka Wyldea?
Suseł: To był na pewno ogromny stres. Nie mieliśmy pojęcia, jak zareaguje na nas publika Zakka, a trzeba wiedzieć, że jest to bardzo wymagająca publika. Ale kiedy po pierwszym numerze przywitała nas burza oklasków, wiedzieliśmy już, że będzie dobrze. Takie koncerty to też zupełnie inne doświadczenie pod względem produkcji - nie grasz w małym klubiku dla trzydziestu osób, tylko siedzisz na zapleczu z prawdziwego zdarzenia w prawdziwej garderobie, a na scenie stoi więcej sprzętu, niż zdołasz zgromadzić przez całe życie. I trzeba na tym tle jeszcze dobrze wypaść. Coś takiego albo wzmocni zespół, albo ostatecznie obnaży jego słabości. My dzięki absolutnie wspaniałej publiczności (a także budujących słowach ze strony Godsized i Nicka z BLS) czujemy się po tym wszystkim jedynie silniejsi.
MH: 'Ballbreaker' nie ma nic wspólnego z podobnie nazwanym utworem z repertuaru AC/DC. Tamten numer był mdły i ledwie lizał po jajach a wasz numer naprawdę jaja miażdży.
Suseł: O, dzięki piękne, ładnie to ująłeś (śmiech). Naprawdę lubimy ten numer, przez długi czas był naszym faworytem na próbach i wiedzieliśmy, że właśnie tym kawałkiem będziemy chcieli zacząć płytę - taki strzał prosto w ryj na dzień dobry. Tylko ten tytuł z perspektywy czasu wydaje mi się ciut niefortunny, bo faktycznie kojarzy się z AC/DC. Kiedy pisałem tekst, wiedziałem, że tytuł musi być konkretny i z powerem, ale zupełnie zapomniałem wtedy, że AC/DC nagrało przecież nie tylko kawałek, ale i całą płytę zatytułowaną 'Ballbreaker'. Mam nadzieję, że fani braci Young i spółki nie będą mieli nam tego za złe, zwłaszcza, że sami ten zespół bardzo cenimy.
MH: Dużym atutem tej płyty są wokale - świetnie wykonane i zaśpiewane po angielsku tak, że wielu polskich wokalistów mogłoby nabawić się kompleksów.
Suseł: Dzięki, chociaż cały czas mam wrażenie, że wiele rzeczy można było zrobić lepiej. Ale ja już tak mam, ciągle coś bym ulepszał. Mój angielski też niestety nie jest perfekcyjny, chociaż nie ukrywam, że bardzo chciałem pokazać, że i u nas w Polsce można zaśpiewać przekonująco w tym języku. Mam nadzieję, że choć trochę temu zadaniu podołałem...
MH: 'Truth Teller' to dość skoczny, nie chcę napisać 'taneczny' numer...
Suseł: Lubię ten kawałek, ma fajny, rockowy drive. Stempel czasem ma pomysły w tych klimatach, a dla mnie to fajne wyzwanie zrobić tak, żeby numer pasował do reszty materiału.
Stempel: Nie lubię zamykać się w jakichś sztucznych ramach - jeżeli mam pomysł na bardziej rockowe kawałki, to je po prostu piszę, a reszta albo numer akceptuje albo każe mi iść napić się whiskey. Niemniej jeżeli spod moich paluchów zaczną wychodzić słodkawe piosenki pokroju polskich pop-rockowych szmir, to skonfiskujcie mi moje wiosła!
MH: Na 'Boot Hill' unosi się sabbathowy klimat... Fajny jest ten 'walec' w riffach...
Stempel: Bo ten numer właśnie ma taki być i basta! Zresztą zawsze staram się robić różnorodne kawałki, tak żeby ludzie na naszych koncertach nie musieli cały czas moshować w wariackich tempach. Wiesz, potem dostaniemy pozew, że ktoś skręcił kark, bo nie można było nawet na chwilę zwolnić (śmiech)!
MH: 'Guilt & Redemption' jest podzielony jakby na dwie części - gdzieś w połowie pojawia się intrygujące, balladowe zwolnienie...
Stempel: To właśnie jeden z tych momentów, kiedy słuchacz może złapać nieco oddechu, odetchnąć od wcześniejszej, metalowej jazdy. Osobiście bardzo lubię takie zaskakujące zwroty akcji. Lirycznie również ma to swoje znaczenie.
Suseł: Tekstowo podzieliłem ten numer na dwie części, 'Winę' i 'Odkupienie'. Pierwsza w zamierzeniu miała być ciężka i przytłaczająca, druga natomiast bardziej refleksyjna, choć też nie pozbawiona mroku. To dość pesymistyczny utwór, ale myślę, że balladowa część ciekawie go uzupełnia i pozwala ten cały ciężar trochę rozłożyć...
MH: 'Demonize' to jeden z moich ulubionych numerów na płycie. Ten nerwowy riff zostaje w głowie na dłużej.
Stempel: I równie nerwowo nagrywało się go w studio (śmiech). 'Demonize' powstał jeszcze zanim Suseł trafił do zespołu i właśnie na ten kawałek go złapaliśmy, więc chyba faktycznie ma w sobie to 'coś'. Pamiętam, że do 'Stoned to Death' czy do 'The Art Of Demolition' (bo m. in. te numery Wojtek usłyszał na 'przesłuchaniu') nasz gardłowy przekonał się nieco później.
MH: Album sprawia wrażenie przemyślanej całości - od starannie wykonanego bookletu po teksty i samą muzykę... Jak wyglądają kolejne etapy pracy nad taką płytą?
Suseł: Jeśli chodzi o okładkę albumu, chcieliśmy zrobić coś rzucającego się w oczy, a jednocześnie idealnie podkreślającego tytuł płyty. Z racji, że to nasz debiut, pozwoliliśmy sobie na odrobinę szaleństwa i od początku nakreśliliśmy wyraźnie, co chcemy widzieć na froncie okładki - ma być gorąca laska, flaszka whiskey i trochę juchy. Niby prosty koncept, ale potrzebowaliśmy dwóch sesji foto z różnymi modelkami i trzech grafików, żeby złożyć to wszystko do kupy. Z efektu jesteśmy jednak cholernie dumni. Co do bookletu, to jego wygląd jest głównie zasługą Jarka Wieczorka, naszego grafika. Owszem, rzucaliśmy mu pewne pomysły, ale to, co z nich zrobił przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Każdemu życzę tak łebskiego kolaboranta (śmiech).
Stempel: Muzycznie też musiało nam się wszystko zgadzać - nie nagraliśmy całego materiału, jaki mieliśmy skomponowany, tylko dobraliśmy track listę wg. naszego pomysłu i zgodnie z naszym przeczuciem. Ja osobiście bardzo zwracam uwagę na to, żeby w trakcie słuchania płyt coś się na nich działo, zmieniało. Jeżeli masz w kółko jedno i to samo, to po trzecim czy czwartym numerze wyłączysz odtwarzacz. Mam nadzieję, że nasz album będzie słuchany przynajmniej do szóstego kawałka (śmiech).
MH: 'Into The Same River' - pierwsza ballada w waszej karierze kojarzy się z Alice In Chains i Godsmack...
Suseł: Podejrzewam, że będzie to nasz najbardziej kontrowersyjny numer, który wiele osób może wręcz znienawidzieć. Powód jest prosty - wyszła nam pościelówa jak cholera (śmiech). Ale i tak jesteśmy dumni z tego kawałka. Stempel zawsze chciał coś takiego napisać, a w moim odczuciu 'Into...' świetnie pasuje na zakończenie płyty. To też trochę celowe zagranie - wiele debiutanckich albumów kończy się właśnie balladą, a my chcieliśmy sobie pozwolić na wszystkie te rzeczy, które debiutantom się z reguły wybacza (śmiech).
Stempel: A tam od razu znienawidzić! Ja osobiście ten numer uwielbiam i jestem z niego bardzo dumny, zwłaszcza po dołożeniu partii skrzypiec (Wojtek - jesteś wielki!) i basu. Kto wie, może nawet w jakimś bardziej komercyjnych mediach znajdzie on swoje miejsce (śmiech).
MH: No właśnie - w 'Into The Same River' słychać skrzypce - dość nietypowy instrument jak na gitarowy, zadziorny zespół jakim jest JD Overdrive...
Suseł: Od początku wiedzieliśmy, że chcemy w tym utworze umieścić coś takiego. Ja osobiście uwielbiam te partie skrzypiec, Wojtek Grabek, które je nagrał, odwalił kawał świetnej roboty. Ostatnia partia kojarzy mi się wręcz z Requiem Dla Snu, pierwszy raz, kiedy to usłyszałem, prawie spadłem z fotela. Pewnie, numer zrobił się przez to ciut bardziej słodkawy, ale nam to nie przeszkadza, bo wreszcie mamy coś, co możemy bez oporów puszczać naszym rodzicom (śmiech).
MH: Booklet, zdjęcia, oprawa płyty każe mi wierzyć, że macie do siebie sporo dystansu...
Suseł: Ta muzyka niejako sama wymusza taki dystans. Zresztą, uwierzyłbyś nam, gdybyśmy pozowali na srogich kowbojów z Teksasu? Chociaż i tak to pewnie robimy (śmiech). Ale należy to raczej odczytywać jako naszą interpretację tego stylu muzycznego, tego charakterystycznego klimatu amerykańskiego Południa, który uwielbiamy. Zresztą w nas też płynie południowa krew, tyle, że polska (w końcu pochodzimy ze Śląska!). A to raczej atut, niż ubytek...
MH: Ciekawe koncerty, płyta... co jest dalej? Jakie cele przed sobą stawiacie?
Suseł: Objęcie władzy nad światem, bezdyskusyjnie! A po drodze wypicie morza whiskey.
Stempel: ...i hektolitrów piwa!
Rozmawiał: Darek Świtała
|